poniedziałek, 16 czerwca 2014

27. Przepraszam...

INNSBRUCK...

    Cały czas kiedy na niego patrzyła w głowie miała tylko jeden obraz. Jego twarz kiedy rozpaczliwie prosił o pomoc. "Pomóż mi...". Ta prośba zajmowała cały Jej umysł. Chyba nigdy nie przeżyła takiego zaskoczenia jak w momencie, kiedy uświadomiła sobie co tak na prawdę jest Thomasowi. Z czym tak na prawdę się zmaga. Jak mogła wcześniej tego nie zauważyć? Jak Jego przyjaciele mogli tego nie zauważyć? Przecież w kadrze co chwilę robią wszystkim testy... Spał. A Ona przy Nim siedziała. Trzymała Go za rękę. Kiedy tylko chciała wyjść natychmiast się budził. A w tym momencie musiał wiedzieć że nie jest sam. Bo choroba jaka Go dopadła osamotniała człowieka. Musiał czuć, że ma kogoś kto pomoże Mu się z tego wydostać, kto nie pozwoli Mu utonąć. Wyciągnęła telefon i wysłała smsa do Samanthy. Powiadomiła Ją, że razem z Thomasem zjedli coś nieświeżego i że nie będzie ich następnego dnia w pracy. Tą samą wiadomość wysłała z telefonu Thomasa do trenera. Spojrzała na Jego twarz. Miał otwarte oczy. Były takie puste... Czerwone otoczki zniknęły. To był znak, że jest na dobrej drodze.
- Dlaczego? - zapytała cicho.
- Po wypadku... Nie radziłem sobie z tym wszystkim. Za każdym razem paraliżował mnie strach przed skokiem... Chciałem ale nie potrafiłem się przemóc. Stwierdziłem, że najpierw muszę popracować nad kondycją i wrócić do formy. Ale to też mi nie wychodziło... Nie chciałem tak skończyć kariery. Jeszcze nie teraz. - powiedział. - Chciałem tylko żeby nie bolało. Zacząłem od metadonu ale szybko zauważyłem, że po nim mam problemy z koncentracją. 
  Widziała jak się trzęsie. Dreszcze pojawiły się natychmiast. To zabrnęło stanowczo za daleko. Nie mogła pozwolić Mu dalej się niszczyć. Musiała coś zrobić. 
- Charlie pomogła? - zapytała cicho. Uśmiechnął się lekko ale wyglądało to bardziej jak grymas bólu. Owinął się szczelniej kocem.
- To miał być tylko raz. Na odblokowanie się. Wiele się słyszy o sportowcach na kokainie, którym pomogła odbić się od dna. - powiedział. - Odblokowałem się. Poczułem się wreszcie na siłach. W końcu miałem odwagę i siłę. Nie chciało mi się po tym jeść więc chudłem a to pomagało w dalszych lotach. Więc wziąłem kolejny raz. A potem kolejny...
- Dlaczego nikomu nic nie powiedziałeś? Masz tylu przyjaciół, którzy by Ci pomogli... 
- Nie wiem. - przerwał Jej. - Kiedy już się doświadczy tego co to daje... Człowiek nie chce się tym z nikim dzielić. Wtedy wszystko jest piękniejsze, łatwiejsze, ma się siłę, dobry humor... Od razu jest lepiej.
- To trzeba było jeść czekoladę Thomas! - warknęła. - Pomyślałeś o Lily?! Przecież nie jesteś głupi! Wiesz jakie to ma skutki! Na prawdę chciałeś żeby straciła ojca?! 
  Widziała ogromny smutek na Jego twarzy. Był załamany. 
- Thomas popatrz na siebie. To już nie jest zabawa w narkotyki. To jest już duży problem. - powiedziała delikatnie. - Pomogę Ci ale musisz mi na to pozwolić. - dodała. Patrzył na Nią jak małe dziecko, które właśnie narozrabiało i miało dostać karę. Bał się. Najzwyczajniej w świecie się bał. 
- Powiesz Heinzowi? - zapytał.
- Wiesz, że muszę. - westchnęła.
- Odsunie mnie od kadry. - powiedział z paniką w oczach. - Zośka błagam Cię nie mów nikomu. - prosił trzymając Ją mocno za rękę. - Przysięgam, że nigdy więcej nie wezmę tylko błagam Cię nie odbieraj mi tego co kocham robić... - jęknął. Nie mogła patrzeć na to jak cierpi. Tylko czy sama da radę Mu pomóc? Czy znajdzie jeszcze siłę na tą dodatkową odpowiedzialność? - Wiem, że proszę Cię o bardzo wiele ale proszę... daj mi szansę...
- Już dobrze Thomas... - powiedziała i mocno Go do siebie przytuliła. Cały drżał. Miał lekką gorączkę i nikogo bliskiego wokół. Tylko Ją. Zaczęła Go głaskać po głowie i plecach jak małego chłopca. - Poradzimy sobie. - szepnęła Mu na ucho. 

***

  Po niespokojnej nocy przyszedł dzień. Wciąż myślała o tym co powinna zrobić. Czy powiedzieć trenerowi czy nie. Z biegiem czasu kiedy Thomas przestanie brać i wróci na treningi Heinz zauważy zmianę. Obniżenie formy, słabszą kondycję... Wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej. On będzie inny...
- Wiem, że stoisz w drzwiach Thomas - powiedziała ciepłym głosem. Odwróciła się w Jego stronę. Wyglądał jak siedem nieszczęść. Sine podkowy pod oczami, zmęczona twarz, owinięty kocem... Patrzył na Nią smutnym wzrokiem pełnym wstydu i bezradności. I coś się w Niej odblokowało. Jakiś instynkt opiekuńczy. W tym momencie zdecydowała, że nie może Go z tym wszystkim zostawić samego. 
- Znajdzie się dla mnie coś do jedzenia? - spytał niemrawym głosem. Skutki odstawienia były widoczne gołym okiem. I będą widoczne jeszcze przez jakiś czas. 
- Siadaj, masz zjeść wszystko. - powiedziała i postawiła przed blondynem talerz pełen kolorowych kanapek. Uśmiechnął się lekko i wziął pierwszą z nich. Usiadła na przeciwko Niego i postawiła na stole kubki z herbatą. Po chwili z przerażoną miną odłożył kanapkę na talerz. - Thomas? Co jest? - spytała zdezorientowana.
- Nie czuję smaku... - powiedział cicho przestraszony. Jego dłonie zaczęły się trząść. - Boże co ja zrobiłem...
- Spokojnie... - podeszła do Niego i chwyciła Go za ręce. - Spójrz na mnie. - poprosiła spokojnie. Zrobił to. - Thomas to jest normalne po odstawieniu... ale jest odwracalne. Musisz tylko nauczyć się od nowa poznawać smaki. - dodała optymistycznie. Spojrzał na ich splecione dłonie. 
- Zośka... - zaczął nie patrząc Jej w oczy. Za bardzo się wstydził tego za co chciał Ją przeprosić. - Wczoraj... Ja powiedziałem coś co...
- Nie byłeś sobą. I ja to rozumiem. - przerwała Mu chcąc bardzo uwierzyć w te słowa. Tym razem spojrzał na Nią.
- Widzę jak dużą masz wiedzę na temat uzależnienia. Więc podejrzewam, że doskonale wiesz, że po kokainie nie mówi się tego co ślina na język przyniesie tylko to co w człowieku siedzi. - wyznał spokojnie. Jego oczy były pełne obawy. O to, że straci Ją i Jej przyjaźń przez swoją głupotę. Że po tym co usłyszała nie będzie chciała Go znać. Że uzna tą sytuację za zbyt trudną. A On tak bardzo Jej teraz potrzebował. - Przepraszam...
- Za co Ty mnie przepraszasz? - zapytała. Czuła, że nie powinna zadawać tego pytania. Że odpowiedź na nie spowoduje komplikacje nie do przejścia w ich znajomości. 
- Za to, że dowiedziałaś się o wszystkim w taki sposób, za to, że nie potrafię być z Tobą do końca szczery, że obiecałem, że więcej Cię nie oszukam a robię to cały czas. - wyznał na jednym wydechu. - Za to, że Cię pokochałem... - dodał ciszej. 

EGIPT...

   Pakując swoje rzeczy do walizki myśli miała zajęte ostatnią nocą. Czy to co się wydarzyło było czymś więcej niż do tej pory? Czy nadal tylko przelotnym romansem? Bolało Ją kiedy pomyślała, że nic dla Niego nie znaczy, bo po raz pierwszy w życiu chciała się zaangażować. Po raz pierwszy w życiu poczuła, że znalazła osobę, z którą mogłaby spędzić resztę życia. Że przy Nim nie musiałaby udawać twardej, niedostępnej, niezależnej... Mogłaby być sobą od początku do końca. Ale On sam powiedział że nie wie czym jest zakochanie, czym jest miłość. Nie potrafiła dłużej tak trwać. Nie potrafiła dłużej oszukiwać Jego i samej siebie. Nie potrafiła i nie chciała tak. To było zbyt wiele. 
- Co Ty robisz? - usłyszała za plecami. Po chwili szatyn był już przy Niej. Kiedy zobaczył spakowaną walizkę coś się w Nim zmieniło. Coś pękło. Poczuł niepokój. - Wyjeżdżasz? - zapytał patrząc na Jej twarz. Nie spojrzała nawet na Niego tylko nadal uparcie wrzucała rzeczy do walizki.
- Tak Gregor wyjeżdżam. 
- Dlaczego już? Mamy przecież jeszcze..
- Muszę. - przerwała Mu. - Muszę wrócić do Krakowa. Zająć się mamą Zośki. Odwrócił Ją w swoją stronę zmuszając Ją do tego, żeby na Niego spojrzała.
- Płakałaś.. - zauważył zdziwiony. 
- Zdarza mi się. Wyobraź sobie, że też mam uczucia, a przed chwilą oglądałam Titnica. - powiedziała i chciała się odwrócić ale uniemożliwił Jej to. - Czego chcesz? - warknęła.
- Chcę wiedzieć co tak na prawdę się dzieje. Widzę, że coś jest nie tak. Zwykle po takiej nocy nie miałaś tak beznadziejnego nastroju więc co się stało tym razem? Zrobiłem coś nie tak? 
 Jego wzrok wywiercał dziurę w Jej duszy. Bardzo chciała wykrzyczeć Mu co czuje ale co by to dało? Przecież On ma już kogoś. W dodatku jeśli wszystko pójdzie zgodnie z Jego planem to ten ktoś zostanie z Nim na resztę życia.
- To nie w Tobie jest problem Gregor. - powiedziała spokojnie. - To ja jestem popaprana.
- Potrzebujesz kłótni przed seksem? Możemy się pokłócić jeśli chcesz. Myślałem, że romantyzm to dobra odmiana ale jeśli tego nie chcesz będzie tak jak wcześniej. 
- Nie chcę żeby było jak wcześniej. - jęknęła. Usiadła na wielkim łóżku i spuściła wzrok. Usiadł obok Niej.
- Więc o co chodzi? Wytłumacz mi to. - poprosił.
 Spojrzała na Niego i nie mogła dłużej ukrywać prawdy.  To zjadało Ją od środka. 
- Zakochałam się. - wyznała. - Jakby tego było mało to w Tobie. - dodała. - Myślałam, że potrafię być tą drugą, tą na chwilę, wejść w układ z czystym seksem i zerem obietnic ale przy Tobie... Nie umiem. Wiem jakie masz plany, wiem czego w życiu chcesz dlatego nie mogę stawać Tobie i Sandrze na drodze do szczęścia jakkolwiek dziwne by ono nie było. I nie mogę też sama się oszukiwać bo to mnie zniszczy. A ja chcę jeszcze czegoś od życia. Dlatego muszę wrócić do Polski. - powiedział i wzięła walizkę chcąc wyjść z pokoju. Zatrzymał Ją przy drzwiach.
- To nie Ty jesteś popaprana... Ja...przepraszam. - powiedział.
- Za co? Gregor? To była nasza wspólna decyzja.
- Przepraszam, że nie umiem kochać. - powiedział. W Jego oczach mogła dostrzec wiele uczuć. Od zagubienia przez złość do istnej rozpaczy. Nie mogła więcej mieszać w Jego życiu. To przyniosłoby ból i Jemu i Jej. Ale Jego słowa tak bardzo bolały. Bo chciała Mu pokazać, że każdy umie kochać, że On nie jest jakiś inny. Tylko na to było już za późno. A Ona w brew pozorom nie była na tyle silna by to znieść. Wspięła się na palce i złożyła na Jego ustach czuły pocałunek. Jeden. Ostatni. I wyszła z pokoju uwalniając łzy...

POLSKA...

   Siedział w kuchni w małym mieszkaniu z nerwami w strzępach. Wiadomość jaką dostał poprzedniego dnia zburzyła Jego cały doskonały jak do tej pory świat. Dlaczego to musiało Go spotkać i to akurat w tym momencie? Czym sobie zasłużył na takie komplikacje w swoim życiu? Kiedy w końcu odetnie się od tamtego życia? Od tego kim był... Niestety każde zachowanie ma swoją cenę i konsekwencję. I konsekwencje dopadły Go właśnie teraz. Teraz kiedy pomimo zawirować w Jego życiu było dobrze.
- Maciek?
- Wiesz, że to wszystko komplikuje... - powiedział.
- Nie tylko Ty masz marzenia i plany. - odpowiedziała. Spojrzał na Nią i nadal nie mógł uwierzyć w to co się wydarzyło. - Wiesz czego chcę. - dodała.
- A Ty wiesz czego ja chcę. - odparł.
- Zrobię to jak tylko będzie to możliwe. Ale to nic nie zmieni.
- Mylisz się, to zmieni wszystko. - odparł uparcie. Pokręciła głową.
- Już zmieniło. Wtedy tylko się upewnisz, że od pewnych rzeczy nie ma już odwrotu. I że trzeba zacząć być dorosłym. 
- A Ty masz pewność, że to..
- Tak. - odparła pewnie. - Jutro... - zaczęła. - Jeśli byś chciał... Możesz iść ze mną...
- Nie chcę. - przewał Jej. - Może kiedyś. Jak już to od mnie dotrze. Na razie... Dzwoń do mnie jeśli będziesz czegoś potrzebowała. W weekend mam zawody w Szwajcarii postaraj się nie potrzebować zbyt wiele. - powiedział sucho i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami...

*********************************************************************************
Witajcie i przepraszam :)
Tytuł nawiązuje do bohaterów ale i do mnie.
Weekend miałam zawalony robota więc dopiero dziś dodaję kolejny rozdział. 
N i przepraszam za opóźnienie i za tak krótką treść.
Jutro będzie lepiej :)
A póki co mam nadzieję, że dobrze się Wam czyta :)
Buziole :*